Skąd mam pieniądze?

Skąd mam pieniądze? Tematem rzeką jest fakt jak wielu ludzi nie wstydzi się zadawać takich pytań, a jak wiele ich pada. Dzisiaj postanowiłam się z Wami podzielić moim podejściem do pieniędzy. Być może każdy z Was wyciągnie z tego swoje osobiste wnioski.

Jestem osobą, która zaczynała swoje dorosłe życie od kredyty studenckiego, gdzie otrzymywałam 600 zł, a drugie 600 zł dostawałam od rodziców. Aby przeżyć w dużym mieście jakim jest Wrocław oczywiście rozpoczęłam pracę. Taki już mam charakterek, że zawsze dążyłam do tego by być niezależną od rodziców w 100%.

Dlaczego mam pieniądze:

  • nie kupuje drogich ciuchów, butów itp.

    Nie wyobrażam sobie pogoni za markowymi ciuchami i markami luksusowymi. Nie mam parcia na posiadanie torebki od LV czy Gucci. Niebotyczne w tysiącach ceny by mieć to nie moja bajka. Zresztą bardzo często zdarza się, że niestety jakość nie idzie w parze z niebotycznie wysoką ceną. 3000 – 5000 zł za torebkę? Nie dziękuję, wolałabym kupić lepszy sprzęt typu nowy obiektyw, aparat, lampy czy drona, którego mam w planach. Żeby nie było marzą mi się jedne, jedyne szpilki z CV czarne klasyki z czerwoną podeszwą. Nie kupię ich sobie dopóki nie osiągnę pewnego progu zarobków, w których nie będzie to w moich oczach fanaberią. Po za tym nic więcej na mojej wish liście nie ma. Obuwie sportowe to jedyne w co inwestuję wydając 300 – 500 zł za parę, ale mam w szafie tylko 3 pary: New Balance 574 (zajechane jak konie po rodeo, ale na bieganie przy rzece w piasku i kopkach po co mi inne), Nike Air Force za kostkę i Nike Flex. Stawiam głownie na zakupy w internecie, rzadko bywam w galeriach handlowych, bo nie lubię po nich chodzić, przymierzać itd. Nie jestem też typem osoby, która co chwile musi mieć coś nowego w szafie. Obecnie dzięki Instagramowi i blogowaniu mam szansę na otrzymywanie ciuchów od różnych marek. Wierzcie mi lub nie, większości z tych rzeczy sama i tak bym nie kupiła, bo zasoby mojej szafy są w porządku. Jedyne czego zawsze mi brak to jeansów i T-shirtów z nadrukiem 🙂 Od razu zaznaczam, że za zwykły T-shirt też byłoby mi bardzo szkoda dać więcej niż 60 zł. Tak za mnie cebula 😀

  • rzadko jadam na mieście

    Zdecydowanie u mnie króluje gotowanie domowe lub zamawianie jedzenia do domu ze sprawdzonych już przeze mnie miejsc. Odwiedzanie kilka razy w tygodniu restauracji uważam za kompletnie zbędne wydatki. Owszem zdarzają się u mnie takie okresy, ale po nich następuje długi reset od jedzenia na mieście by nie kumulować niepotrzebnie wydatków, a przede wszystkich chronić swoją formę.

  • nie używam cały czas drogich kosmetyków do pielęgnacji i makijażu

    Owszem jako makijażystka posiadam produkty drogie do makijażu. Moja szafeczka dla klientek zawiera obecnie 3 znane palety do makijażu i kilkanaście pojedynczych cieni, których nie zużyję przecież za chwilę. Nie jestem typem osoby, która za wszelką cenę musi sama przetestować wszystkie nowości lub kolekcjonuje palety. Byłoby mi ich szkoda, że i tak ich wszystkich nie zużyję, a termin ważności jednak mija. Ponadto na codzień się nie maluję, a jak już maluję to bazuje nie na full makeup, więc nie zużywam co miesiąc buteleczki podkładu Double Wear z Este Lauder, który kocham, bo używanie go na codzień jest kompletnym idiotyzmem i obciążeniem dla skóry. Na codzień stawiam na podkłady drogeryjne. Tak samo moja pielęgnacja opiera się na maseczkach do 15 zł za sztukę maksymalnie, a większość kupuję w Niemczech i nie przekraczam zazwyczaj 10 zł. Żele pod prysznic i szampony również kupuję w Niemczech i zawsze sobie robię zapasy. Straszna cebula, ale marka własna sklepu DM – Balea oferuje świetnej jakości produkty za bagatela 0,50 EUR. Jeśli chcecie przeczytać o pielęgnacji moich włosów zapraszam tutaj. Kremy do twarzy lubię zarówno drogeryjne jak i z wyższej półki, ale te z wyższej półki to u mnie rzadkość i sporadycznie pojawia się Clinique lub Este Lauder. Krem z Chanel? Nigdy nie miałam, a podobno jest cudowny, ale szkoda mi kasy.

  • prowadzę tabelki zobowiązań

    Mam przygotowaną tabelkę ze wszystkimi moimi wydatkami miesięcznymi, które są stałe, czyli: telefon, księgowość, mieszkanie, raty kredytów, czy kart kredytowych, budżet na jedzenie (mamy z partnerem wspólne konto, na które co miesiąc przelewamy wspólnie pewną kwotę, która ma pokryć wydatki wspólne takie jak: jedzenie, opieka nad Lolą – jej jedzonko, chemie domową, przysmaki, zabawki, nasze wspólne wyjścia itp.) obecnie doszedł leasing auta, a do tego ZUS, ponieważ jako osoba prowadząca działalność co miesiąc muszę sama za siebie go zapłacić i wierzcie boli jak nie wiem co, a do tego zmienne koszty, czyli koszt paliwa, podatku dochodowego, podatku VAT oraz zaliczki na podatek dochodowy moich pracowników. Polecam każdemu zrobić sobie taką tabelkę, bo uświadamia stan naszych stałych wydatków. Oprócz tego co 3 tygodnie chodzę na paznokcie i rzęsy, depilację woskiem oraz co 6 tygodni do fryzjera, raz na 4-6 miesięcy wypełniam kwasem hialuronowym usta, co najmniej raz na rok robię jeszcze inne zabiegi pielęgnacyjne.

  • nie imprezuje, nie chodzę po klubach i barach

    Był taki okres w moim życiu, a nawet kilka że byłam stałym bywalcem klubów, czy barów. Mam już to za sobą i szczerze nie ubolewam. Przeraża mnie jak ludzie co weekend potrafią wydać po kilkaset złotych na alkohol, wejścia do klubów itp. Naprawdę mówię temu stanowcze nie. Obecnie tak dużo pracuje, że nawet nie miałabym siły na imprezowanie, a wręcz coraz częściej jeśli już bywam, bo czasem moja praca tego wymaga to jestem zażenowana tym jak w klubach zachowują się kobiety lub mężczyźni. Cóż to chyba już dorosłość 😛 Alkohol piję oczywiście, bo jestem fanką dobrego wina i nie raz pozwalam sobie na jego butelkę, ale też nie wydaję niebotycznych sum na dobre wino, bo jest wiele win naprawdę wyśmienitych, które nie kosztują więcej niż kilkadziesiąt złotych.

Powiem Wam tak:

Jeśli się chce to można naprawdę zdobyć kontrolę nad pieniędzmi. Wielu ludzi uważa, że ma ciągle mało i mało. Tacy ludzie bez względu na to ile będą mieć będą niezadowoleni. W tym wszystkim nie chodzi o kwoty, a o głowę. To nie pieniądze rządzą światem tylko ludzie, a faktem jest że większość ludzi tego nie potrafi zmienić w swojej mentalności. Pieniądze są tylko narzędziem, nie są osobą, która może nami zawładnąć czy mieć nad nami kontrolę.

Policzcie sobie tak szczerze sami ze sobą ile pieniędzy przetrwaniacie. Ile wydajecie na używki: alkohol, papierosy i inne takie. A najbardziej drażni mnie fakt, że wiele osób mówi, że nie da rady oszczędzać, bo nie ma z czego, bo mało zarabia i ledwo starcza od pierwszego do pierwszego. Znam osoby, które naprawdę mało zarabiają i mimo wszystko udało im się po stworzeniu tabelki ustalić, że te 50 zł jak zniknie z konta do skarbonki z czasem przestaje być odczuwalne. Jak już osiąga się te 50 zł to i 100 zł i więcej można odłożyć tylko trzeba chcieć i robić to z głową.

Ja osobiście nie wstydzę się tego, że kiedyś chodziłam na zakupy i liczyłam na kalkulatorze każdą rzecz, którą wsadziłam do koszyka, bo miałam określony stały budżet na cały tydzień. Teraz już tego nie robię i średnio orientuje się ile kosztuje masło czy chleb, o których cenach pojawia się czasem informacja w wiadomościach w TV, ale to nauczyło mnie w pewien sposób szacunku do siebie, nie do pieniędzy, bo moja mentalność skorzystała na tym i podejście do pieniędzy również.

Życzę Wam wszystkim powodzenia i naprawdę trzymam kciuki, żebyście przestali pytać ludzi skąd mają pieniądze. Zastanówcie się jak to się dzieje że wy ich nie macie, bo wierzcie mi że trzeba naprawdę dobrze się sobie przyjrzeć i pomyśleć jak zmienić swoją sytuację, a nie szukać odpowiedzi na te pytania u obcych osób lub nawet znajomych. Skupcie się na sobie. Gwarantuje, że wyjdziecie na tym najlepiej 🙂

 

Skomentuj wpis

3 komentarze do wpisu „Skąd mam pieniądze?”

  1. Brawo za ten wpis. Wiele osób wejdzie tu z ciekawosci, z nadzieja ze nareszcie Twoja zagadka zostanie rozwiązana i to dzięki Tobie samej. To co napisalas to świetne wskazówki dla wielu osób, jak sobie radzić i jak gospodarować swoim budżetem

    Odpowiedz