Nic sobie nie kupię do przyszłego roku

Ostatnio na Instagramie poinformowałam, że mam nowe postanowienie, które wiele zmieniło i widzę pierwsze efekty. Nikt zapewne nie spodziewał się, że będzie chodziło o robienie zakupów. Oczywiście mam na myśli rzeczy typu: odzież, obuwie, dodatki itp. W związku z tym, że nie lubię chodzić po sklepach zakupy robiłam głównie przez Internet. Był już taki czas, że kurierzy z różnych firm pojawiali się kilka razy dziennie niejednokrotnie w ciągu tygodnia. Pan z DPD szczególnie miał mnie już dosyć.

Trwałam sobie w takim bezmyślnym działaniu przez dłuższy czas – kilka miesięcy. Aż w końcu olśniło mnie, bo ilość rzeczy w garderobie stała się przytłaczająca. Stwierdziłam, że nie bardzo się w niej mieszczę, a w większości rzeczy i tak nie chodzę lub miałam je na sobie raz.

Nagminnie kupowałam pod wpływem impulsu, bo była promocja, bo coś mi się spodobało. Nie myślałam z czym to będę komponować i jak często będę miała okazje to na siebie założyć. Nie ułatwiała mi to współpraca z kilkoma firmami i paczki z ciuchami od nich, bo było tego po prostu za dużo.

Zrobiłam zdjęcia i często wielu rzeczy nie zakładałam ponownie. Zalegały mi w szafie. Wyprzedaż, którą zrobiłam na Vinted to bardzo uciążliwa sprawa, a problem dalej w trakcie rozwiązywania jeśli chodzi o ilość niepotrzebnych rzeczy.

Zdałam sobie sprawę też z tego, że mam kilka par butów z zeszłej zimy, których w ogóle nie miałam ubranych, bo w sumie średnia ta zima była rok temu, a w górach chodziłam tylko w Moon Boots.

Postanowiłam dosyć! Przestałam współpracować ze wszystkimi markami z jakimi do tej pory współpracowałam. Zrobiłam wspomnianą wyprzedaż (na szczęście pozbyłam się kilku rzeczy). Wypisałam się ze wszystkich newsletterów marek i zniwelowałam do minimum marki na Instagramie, które obserwuję. Zaparłam się i przestałam zamawiać cokolwiek i czuje się z tym niesamowicie dobrze! Nie kupię sobie nic do przyszłego roku!

Po pierwsze zauważyłam i to znacznie jak wiele pieniędzy zostaje na moim koncie. Czuje się lżejsza o część rzeczy, którą sprzedałam, przestałam czuć się zobowiązana, że ciągle muszę mieć coś nowego, by być na czasie. Zrozumiałam, że kolejna sukienka czy para butów daje mi tylko krótkotrwałą radość, która nie przekłada się na satysfakcję na dłuższą metę.

Wstępnie postanowiłam, że nie kupię sobie nic do przyszłego roku do marca.

Będę bazować na tym co mam. Jest to ogrom swetrów, kurtek, butów, spodni, dresów, bluz, strojów na siłownię, kąpielowych. Nie ma mi w sumie prawa czegokolwiek zabraknąć. Jedyne co będzie mi potrzebne to wiadomo to co kupuje się co jakiś czas, bo niszczeje czyli skarpetki, bielizna. Przede mną zakup nowych biustonoszy po operacji biustu, kiedy będę mogła już przestać chodzić w staniku pooperacyjnym.

Jeśli czujesz, że toniesz w stosie niepotrzebnych ubrań to zrób wyprzedaż, oddaj siostrze, koleżance co tylko się da byleby zminimalizować ilość rzeczy w szafie. Zastanów się w czym nie chodziłaś od dawna. Nie miej sentymentów. Jeśli czegoś nie ubrałaś chociaż dwa razy w ciągu ostatnich kilku miesięcy to zapewniam – nie jest Ci potrzebne!

Teraz nadszedł czas wygrzebania z szaf zimowych i jesiennych ciuchów, a ja nie obawiam się, że czegoś mi zabranie. Pewnie skończy się tak, że kolejne rzeczy będę miała na sprzedaż.

Jeśli chcesz sprawdzić, co mam jeszcze na sprzedaż do zajrzyj na mój profil na Vinted. Jakoś nie mogę się przekonać do wystawiania rzeczy na Instagram, a wiem że robi tak wiele dziewczyn. Jeśli uważasz, że to dobry pomysł daj mi znać. Może faktycznie się mylę i powinnam te rzeczy pokazać Wam też na Instagramie.

Trzymam za Ciebie kciuki i daj znać czy przyłączysz się do mnie i nie kupisz sobie nic do przyszłej wiosny. Będzie mi raźniej, a na pewno tak jak ja zauważysz same pozytywne aspekty tej decyzji.

Skomentuj wpis